Ten chłopak.. To był Justin. Był taki
smutny i przygnębiony jak wtedy, w tym śnie! Patrzył mi prosto w oczy. Poczułam
zimno, odwróciłam wzrok i spojrzałam na Tylera. Miał łzy w oczach. Czułam, że
po wyjściu i Justina i Tylera ze szpitala rozpęta się wielka bójka. Leżałam
cała połamana i posiniaczona. Mama nawet na mnie nie chciała spojrzeć, wtuliła
się w ojca i płakała. Caroline podbiegła do mnie.
- Nelly ! Nie umrzesz prawda? Powiedz,
proszę. Możesz sobie wziąć Justina Biebera, pozwalam ci ale nie odchodź!
- Ale Caro, ja zostaję, nigdzie się nie
wybieram. - zaśmiałam się.
Wszyscy popatrzyli na mnie dziwnie. No to
palnęłam.. Mama w końcu odwróciła się w moją stronę i podeszła. Złapała moją
ledwo ruszającą się dłoń i mocno trzymała.
- Nelly, bałam się o ciebie.. Gdybyś..
- Mamo nie kończ, żyję i to jest
najważniejsze. - przerwałam jej.
- Zostawmy ją może, co? Zmęczona pewnie
jest. - powiedział Jackob. Wyszli wszyscy prócz.. Justina.
- Przepraszam.. Ja.. Kierowca nie patrzył
na drogę.. - tyle tylko mógł z siebie wydobyć.
- Justin, w ogóle, panie Justin, nie mam
ochoty rozmawiać z kimś takim jak ty. Nie znam cię i nie chcę poznawać. Twój
kierowca widocznie powinien zostać wylany. - uśmiechnęłam się krzywo. - Widzisz
te drzwi? Czekają aż w końcu przez nie przejdziesz i już nie wrócisz.. Do
zobaczenia, nigdy.
- Ale..
- Idź już. - odwróciłam głowę w stronę
okna. Mała łza poleciała mi po policzku. Tak, nienawidziłam go, z całego serca.
Wyszedł, cały czas się nie odwracałam.
***
Do sali wbiegła Mika, uśmiechnięta od
ucha do ucha. Wydawało się nawet, jakbym wcale nie leżała na łóżku szpitalnym
tylko na własnym i we własnym domu.
- Witam cię kochanie! - musnęła mój
policzek.
- Heej. - wymruczałam.
- Słyszałam, jak odtrąciłaś samą gwiazdę
Justina Biebera. Nie wierzę, że to zrobiłaś!
- A miałam jakiś wybór? Przepraszam
bardzo, ale to jego jebana limuzyna mnie potrąciła i połamała mi wszystkie
kości, więc jak miałam go nie odtrącić? Może jeszcze chciał mi śniadanie
szpitalne podawać?! - wrzeszczałam tak głośno, że aż wystraszona pielęgniarka
weszła i zapytała czy wszystko w porządku.
- Tak, wszystko ok. - odpowiedziałam
zimno.
- Kochanie, nie gniewaj się, że zaczęłam
o nim temat. Nie chciałam, po prostu on chyba chcę ci jakoś pomóc.
- Nie potrzebuję jego pomocy, sama
widzisz, mam obok siebie moją rodzinę, chłopaka, przyjaciół. Wystarczy, nie
sądzisz?
- Oj Nell.. - przytuliła mnie mocno.
Z Miką spędziłam cały wieczór, moja pielęgniarka przyniosła nam kolacje. Jak zwykle, całą zjadła moja najukochańsza przyjaciółka. Siedziałyśmy tak jeszcze chwile, Mika poszła. A ja usnęłam..
Sen, ten głupi, beznadziejny sen..
***
Śnił mi się Bieberek, ta głupia gwiazdeczka popu. Widziałam go, zbliżał się. Stał teraz naprzeciwko mnie, podniósł rękę i opuszkami palców dotknął mojego rozgrzanego policzka. Jego twarz była coraz bliżej mojej i coraz bliżej, i bliżej, i bliżej, aż nasze usta się dotknęły. Przybliżył się jeszcze bardziej i odwrócił mnie plecami do siebie, teraz całował moją szyję, poczułam dreszcze. Zamknęłam oczy i słuchałam jak oddycha. Nagle otworzyłam oczy i zobaczyłam białe światła, usłyszałam pisk opon. Nagle się obudziłam z piskiem, cała oblana potem, trzęsłam się i to cholernie, szybko oddychałam, była 6 rano. Do sali wbiegł Justin.
- Oj Nell.. - przytuliła mnie mocno.
Z Miką spędziłam cały wieczór, moja pielęgniarka przyniosła nam kolacje. Jak zwykle, całą zjadła moja najukochańsza przyjaciółka. Siedziałyśmy tak jeszcze chwile, Mika poszła. A ja usnęłam..
Sen, ten głupi, beznadziejny sen..
***
Śnił mi się Bieberek, ta głupia gwiazdeczka popu. Widziałam go, zbliżał się. Stał teraz naprzeciwko mnie, podniósł rękę i opuszkami palców dotknął mojego rozgrzanego policzka. Jego twarz była coraz bliżej mojej i coraz bliżej, i bliżej, i bliżej, aż nasze usta się dotknęły. Przybliżył się jeszcze bardziej i odwrócił mnie plecami do siebie, teraz całował moją szyję, poczułam dreszcze. Zamknęłam oczy i słuchałam jak oddycha. Nagle otworzyłam oczy i zobaczyłam białe światła, usłyszałam pisk opon. Nagle się obudziłam z piskiem, cała oblana potem, trzęsłam się i to cholernie, szybko oddychałam, była 6 rano. Do sali wbiegł Justin.
- Justin.. Nie chcesz chyba mieć
kłopotów, proszę zostaw mnie, poradzę sobie sama.
- Ale Nelly, ja muszę ci pomóc, ja wiem,
że to też moja wina i nie przyszedłem tu tylko dlatego, że mam cię na sumieniu,
chodzi o to…
Do sali wbiegła uradowana Caroline z
misiem.
- Oooo ! Znowu widzę Justina Biebera! Ale
super ! – skakała i się śmiała.
- Caroline, nie jesteśmy tu sami, są inni
pacjenci, którzy potrzebują spokoju zwierzaku!
- No dobra no. – jej minka wyglądała naprawdę
śmiesznie. – Idę coś zjeść, chcecie coś? – oczywiście na początku popatrzyła
się na Justina.
- Nie, dzięki. – Justin uśmiechnął się do
Caro tak, że mała o mało co nie zemdlała.
- To na czym skończyliśmy? – popatrzył teraz
na mnie swoimi czekoladowymi, pięknymi oczami.
- Na tym, że powinieneś już iść. Wiem, że
chcesz mi pomóc ale ja… - nagle przybliżył się i stało się.. Poczułam ten smak,
smak jego ust. Krótki, ale cudowny pocałunek. Nelly! Opamiętaj się, ty masz
chłopaka, i właśnie go zdradzasz z Justinem Bieberem! Oby to był sen, oby to
był sen!
_____________________________________________________________________________
Przepraszamy, że tak późno :c Niestety brak czasu, brak weny, mnóstwo nauki. Nadrobimy to :*
Dlaczego taki króciutki?
OdpowiedzUsuńPisz dłuższe:D
Do następnego :D
Wow świetnie piszesz co będzie dalej??
OdpowiedzUsuńTeraz jestem ciekawa co będzie dalej i nie będę mogła zasnąć....xD Zajebisty czekam na nn... :**
jejku,dziękujemy <3 nie mamy weny :C ale postaramy się pisać i pisać:*
Usuń. . . . . . . .. . . . . .,.-”. . . . . . . . . . . . . . . . . .“-.,
OdpowiedzUsuń. . . . .. . . . . . ..,/. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ”:,
. . . . . . . .. .,?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .\,
. . . . . . . . . /. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ,}
. . . . . . . . ./. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ,:`^`.}
. . . . . . . ./. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ,:”. . . ./
. . . . . . .?. . . __. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . :`. . . ./
. . . . . . . /__.(. . .“~-,_. . . . . . . . . . . . . . ,:`. . . .. ./
. . . . . . /(_. . ”~,_. . . ..“~,_. . . . . . . . . .,:`. . . . _/
. . . .. .{.._$;_. . .”=,_. . . .“-,_. . . ,.-~-,}, .~”; /. .. .}
. . .. . .((. . .*~_. . . .”=-._. . .“;,,./`. . /” . . . ./. .. ../
. . . .. . .\`~,. . ..“~.,. . . . . . . . . ..`. . .}. . . . . . ../
. . . . . .(. ..`=-,,. . . .`. . . . . . . . . . . ..(. . . ;_,,-”
. . . . . ../.`~,. . ..`-.. . . . . . . . . . . . . . ..\. . /\
. . . . . . \`~.*-,. . . . . . . . . . . . . . . . . ..|,./...\,__
,,_. . . . . }.>-._\. . . . . . . . . . . . . . . . . .|. . . . . . ..`=~-,
. .. `=~-,_\_. . . `\,. . . . . . . . . . . . . . . . .\
. . . . . . . . . .`=~-,,.\,. . . . . . . . . . . . . . . . \